środa, 17 maja 2017

Kolejny weekend.

13.05.2017 

W sobotę wraz z sąsiadami wybraliśmy się w góry. Stokrotka była w górach pierwszy raz w życiu. 
Jego pierwszy zdobyty szczyt (kolejką) jest Szyndzielnia na wysokości 1026 m n.p.m. w Bielsko Białej. Niestety nie za bardzo mogliśmy podziwiać piękne widoki ale jazda w chmurach też była atrakcją. Najważniejsze było to, że dzieciaki oddychają świeżym, górskim powietrzem. 
Pogoda mimo iż bardzo zamglona dopisywała (nie padało). 


Po południu zdobyliśmy drugi szczyt w Beskidzie Śląskim. Była to Równica w Ustroniu na wysokości 885 m n.p.m. 



Matyldzia z Filipem biegali po łące a w tym czasie Stokrotkaa śmiała się jak zawsze do wszystkich w wózku.


Myślę, że za jakiś czas będą ładne filmy z tej wyprawy to też je umieszczę. Obecnie są w obróbce :)

14.05.2017

Kolejnego dnia wybraliśmy się do wujka Zbysia na wieś. Tam też Stokrotka była po raz pierwszy :) Pięknie wyszło słoneczko i można się było opalać. Po południu był grill i dzień minął nam miło i przyjemnie.


środa, 10 maja 2017

Weekend według Stokrotki - czyli co by powiedział nasz smyk gdyby umiał mówić.

Wszystko zaczęło się w sobotę od samochodu...

Jechaliśmy wyjątkowo długo ale postanowiłem nie płakać. W radiu leciała muzyka, trochę się zdrzemnąłem więc i podróż minęła mi szybciej. Gdy zbliżaliśmy się na miejsce to Ciocia mówiła, że w górach jeszcze leży śnieg. Spojrzałem ukradkiem przez szybkę ale nic nie widziałem, za to Ciocia zrobiła zdjęcie.


Kiedy dojechaliśmy to na podwórku czekało na nas mnóstwo ludzi. Było dość ciepło ale Babcia i tak krzyczała: "przykryj Go kocykiem, szybko do domu aby nie zmarzł" W domu otoczyły mnie jakieś ładne dziewczyny. Ciocia Ania przedstawiła mnie i powiedziała mi, że to Martynka i Paulinka. Zaraz przybiegła też Ciocia Asia i chwilę później przyszedł wujek Piotruś. Dostałem od razu też prezenty od Babci i Dziadzia (bujaczek) i od Cioci Asi, Wujka Piotrka, Paulinki i Martynki (ciuszki i słonia zabawkę - bardzo mi się ten słoń podoba. Do ubranek muszę jeszcze podrosnąć) 
No i zaczęło się. Kiedy tylko otwierałem oczy to zawsze ktoś na mnie patrzył. No i jak już patrzył to się do mnie uśmiechał. No to ja też się do nich uśmiechałem. Aż mnie buzia czasami bolała od uśmiechów ale musiałem to robić bardzo często. Chyba wszyscy mnie bardzo polubili.
W niedzielę poznałem Ciocię Kasię - jaki ona ma wielki brzuch, mówię Wam. Podobno chowa się tam dzidziuś. Ja też kiedyś byłem w takim brzuszku. No zobaczymy za jakiś czas co to za dzidziuś. Przyjechał jeszcze taki chłopczyk, Arturek - troszeczkę mniejszy od Filipa. Mało do mnie zaglądał bo bawił się z Filipem. Jak podrosnę to też się będę z nimi bawił. Przyjechał też wujek Darek. On i wujek Piotruś mieli katar. Filip też załapał katar bo był na rybach z wujkiem Piotrkiem. Zajęli 3 miejsce w zawodach, a Wujek Grześ nagrywał wszystko dronem (chyba wystraszył im te ryby bo mało złowili) A później był obiad i urodziny Wujka Grzesia. Był tort i świeczki i było głośno. Mimo wszystko spało mi się bardzo dobrze. Babcia ma bardzo dużo pokoi bo co chwilę byłem w innym. Trochę mnie to stresowało i płakałem ale zaraz Ciocia Ania zabierała mnie tam gdzie byłem już wcześniej i mogłem spać.
W poniedziałek rano kiedy już się wyspałem usłyszałem jak głośno śpiewają u Babci Basi ptaki. U nas nigdy nie słyszałem tylu dźwięków. Po uściskach od wszystkich pojechaliśmy do kolejnej Babci a właściwie prababci. Ma na imię Weronika.

Później odwiedziliśmy kolejną rodzinkę i tam znowu było dużo ludzi. Ciocie i Wujkowie, aż mi się w głowie zakręciło. I każdy brał mnie na ręce, i każdy się do mnie uśmiechał i znów dostałem jakieś drobnostki które kiedyś mi się przydadzą podobno. Jej jaką ja mam teraz dużą rodzinkę.
Jak wróciliśmy do Babci Basi to był grill. Mój pierwszy w życiu. Całego tego grilla przespałem bo i tak nikt nie chciał mi dać kiełbasy. Ale zapachy były przyjemne.


Od wtorku było już spokojniej. Była tylko Babcia i Dziadzio, Paulinka i Martynka. Wieczorem Martynka sama mnie przebrała a ma dopiero 11 lat (w październiku 12). Ciocia Ania nagrywała. No muszę przyznać, że była bardzo delikatna i miała ciepłe ręce. Mogę z nią zostać, bo już umie mnie przebierać. Zresztą, bardzo mi się podobało, że ktoś tak się mną dobrze zajmuje. Ciocia Paulinka przebierała mnie pierwszego dnia.

W środę najpierw był obiad u Babci i Dziadzia. Była znowu Babcia Werońcia no i my. Babcia i Dziadzio są na mnie zapatrzeni jak na obrazek. Nie wierzycie? Sami popatrzcie.


Jak Oni się do mnie tak ślicznie śmieją to ja śmieję się też do nich.
Po południu byliśmy u Cioci Asi i Wujka Piotrka w odwiedzinach. Zrobiłem tam sobie sesję zdjęciową. Poniżej kilka z nich. Ładne nie :) Ogólnie dobrze mi się tam spało. Mają bardzo ładny dom i super ogród.

W czwartek Martynka poszła do szkoły. Ja jeszcze nie wiem co to szkoła ale za to poszliśmy po nią.
Słyszałem dzwonek ale przebudziłem się tylko na krótko bo uwielbiam spać na dworze. Zresztą nie okłamujmy się, ja bardzo lubię spać więc śpię dość często. Ale kiedy śpię to rosnę. A chciałbym być już taki duży jak Filip więc śpię często.



W piątek odpoczywałem. Łaziliśmy tam na pola rzepaku który już zaczął kwitnąć. A Filip zbierał ślimaki a później wypuszczał je bezpiecznie na polu.

W sobotę nadszedł dzień pożegnania. Kochani nie płaczcie za mną, już niedługo przyjedziemy znowu (Ciocia mi obiecała). Buziaki i do zobaczenia :)



wtorek, 9 maja 2017

Weekend...

Nasz weekend majowy był w tym roku bardzo długi gdyż trwał od piątku 28.04. aż do niedzieli 07.05. Spędziliśmy go w malowniczym Kamieńcu Ząbkowickim . Jedną z głównych atrakcji Kamieńca jest malowniczy pałac "Zamek" Marianny Orańskiej.  Poniżej kilka zdjęć z drona Grzesia.





Dla mnie jednak Kamieniec to wciąż mój dom. Dom rodzinny do którego bardzo lubię wracać.
To pyszne gołąbki mojej ukochanej Mamy i prace w domu wykonane przez mojego Tatę (oczywiście przy pomocy Mamy, bez której ten dom nie mógł by istnieć).  Ten dom pozwala mi zapomnieć o wszystkich problemach świata, pozwala mi odpocząć i pobyć znów dzieckiem. To setki wspomnień i jeszcze więcej miłości i troski, którą czuje się tutaj na każdym kroku. Dziękuję Wam kochani. To dzięki Wam jestem tu gdzie jestem i robię to co kocham. To dzięki Wam cała nasza "trójca" wyrosła na dobrych ludzi. Odpoczęłam i teraz będę walczyć dalej. Mam nadzieję, że ta walka będzie wygrana i uda się nam zrealizować wszystko to, co sobie zaplanowaliśmy. A w Kamieńcu będziemy już niedługo. Czekajcie na nas jak zawsze... BUZIAKI :* Kocham Was !!!


środa, 26 kwietnia 2017

Mama...

Spotkaliśmy się z Mamą Stokrotki. Młoda dziewczyna, zagubiona, przestraszona... 
Ma brązowe włosy, ładną twarz (dlatego też dzieci ma ładne :)) Spoglądała na mnie ukradkiem. 
Nie wiem, co sobie o mnie myślała, ale to było bardzo trudne spotkanie. Nie odezwałyśmy się do siebie ani słowem. 

Widziałam jak w stresie macha nogą na korytarzu sądowym. Miała ciemne spodnie w białe kwiaty, jasną kremową kurtkę i ciepłe zimowe buty (pogoda nas nie rozpieszcza). Czy walczyła... Walczyła o Agatkę i Daniela. Starała się pokazać, że poszła do lekarza, że stara się... Sąd nie zabrał jej Agatki i Daniela. Zostawił ich pod opieką mamy i przydzielił Asystenta rodziny i kuratora sądowego. Stokrotka zostaje na razie u nas. Jak długo? Nie wiadomo. Sędzia dała czas Mamie Stasia do czerwca na zmiany. Na potraktowanie Asystenta i Kuratora jako kogoś, kto chce pomóc a nie tylko zaszkodzić. 

Nie oceniam jej. Widać, że ma naprawdę dużo na głowie i że nie ogarnia tego wszystkiego. Nie ma wsparcia w rodzinie. Jej Matka jej nienawidzi więc z czego ma czerpać wzorce. Jest chora, bardzo chora. Jak się za siebie nie weźmie to będzie z nią bardzo krucho. Czy jej współczuję? Tak... gdyby jej mama była inna, to i ona była by inna. Myślę, że powinna dać szansę swoim dzieciom na normalne życie. Na to coś, czego ona nie miała. Ale nie zabierała bym ich jej całkiem. Niech ma prawa spotykać się z nimi, niech widzi jak dorastają. Niech wie, że mają wszystko na co tak naprawdę zasługują. 

O Smyku wspomniała. Powiedziała, że widziała go ostatni raz w szpitalu 11.02.2017r. w sobotę i wie, że  jest u nas. Kolejna rozprawa w czerwcu. Zobaczymy jak potoczą się losy jej dzieci. 

piątek, 21 kwietnia 2017

Tak jak Anioł...

Kilka dni temu spadł śnieg dzięki czemu Smyk już teraz zobaczył go po raz pierwszy.



Niestety taka pogoda nie napawa mnie optymizmem tym bardziej, że do rozprawy pozostało tylko kilka dni. Jak ta cała historia się zakończy???

I jak jest mi naprawdę już bardzo smutno to sobie nucę taką starą piosenkę Stachurskiego pod tytułem "Tak jak anioł" i tak sobie śpiewam: "Tych pięknych chwil nie zabierze mi nikt, one będą wiecznie trwać jak Ja i Ty..."

Tak jak Anioł J. Stachursky

czwartek, 6 kwietnia 2017

Rachunek - Bruno Ferrero

Któregoś wieczoru, gdy mamusia przygotowywała kolację, jedenastoletni syn stanął w kuchni, trzymając w ręku kartkę. Z oficjalną miną, dziecko podało kartkę matce, która wytarła sobie ręce w fartuch i przeczytała, co było napisane:
 
– za wyrwanie chwastów na ścieżce: 5 złotych;
– za uporządkowanie mojego pokoju: 10 złotych;
– za kupienie mleka: 1 złoty;
– za pilnowanie siostrzyczki (3 popołudnia): 15 złotych;
– za otrzymanie dwukrotnie najlepszego stopnia: 10 złotych;
– za wyrzucanie śmieci co wieczór: 7 złotych.
Razem: 48 złotych.
 
Mama spojrzała czule w oczy syna. Jej umysł pełen był wspomnień. Wzięła długopis i na drugiej stronie kartki napisała:
 
– Za noszenie ciebie w łonie przez 9 miesięcy: 0 złotych;
– Za wszystkie noce spędzone przy twoim łóżku, gdy byłeś chory 0 złotych;
– Za te wszystkie chwile pocieszania ciebie, gdy byłeś smutny 0 złotych;
– Za wszystkie osuszone twoje łzy: 0 złotych;
– Za to wszystko, czego ciebie nauczyłam dzień po dniu: 0 złotych;
– Za wszystkie śniadania, obiady, kolacje, podwieczorki i śniadania do szkoły: 0 złotych;
– Za życie, które ci daję każdego dnia: 0 złotych.
Razem: 0 złotych.
 
Gdy skończyła, uśmiechając się matka podała kartkę synowi. Ten przeczytał to, co napisała i otarł sobie dwie duże łzy, które pojawiły się w jego oczach. Odwrócił kartkę i na swoim rachunku napisał: „Zapłacono”. Potem chwycił mamę za szyję i obsypał ją pocałunkami.

Gdy w osobistych i rodzinnych stosunkach zaczynają się pojawiać rachunki, wszystko się kończy. Miłość jest bezinteresowna albo nie istnieje.
 

środa, 5 kwietnia 2017

NIK - kilka faktów o rodzinach zastępczych.

Co napisał NIK o działaniach powiatów na rzecz tworzenia i wsparcia rodzin zastępczych. Zachęcam do zapoznania się z artykułem.

https://www.nik.gov.pl/aktualnosci/nik-o-dzialaniach-powiatow-na-rzecz-tworzenia-i-nbsp-wsparcia-rodzin-zastepczych.html


Może nasze doświadczenie w tej kwestii jest małe, ale jak na razie to większość ludzi pyta nas tylko o to, ile dostajemy kasy na dzieciaka. W naszym kraju zazdrości się nawet tego, że ktoś pracuje 24 godziny na dobę i nie otrzymuje z tego tytułu żadnego wynagrodzenia  (jesteśmy rodziną zastępczą niezawodową). Kochani, zamiast zazdrościć zapiszcie się na szkolenie i pomagajcie. Pomagać może każdy, więc dołącz do nas.