W zwiazku z dzisiejszym świętem w dobie białych i czarnych marszy postanowiłam wspomnieć kogoś, kto zasługuje na to miano.
"Anioł w samym środku piekła.
Stanisława Leszczyńska jest osobą, o której kiedyś mawiano, że jest aniołem. Bo właśnie ona, ratowała życie tam, gdzie ono nie miało należytej wartości. Urodziła się ona dnia 8 maja 1896 w Łodzi, zmarła natomiast 11 marca 1974 roku również w Łodzi. Zasłynęła ona w polskiej historii, jako położna w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau, absolwentka prywatnego łódzkiego progimnazjum Wacława Maciejewskiego.
Podczas okupacji niemieckiej, niektórzy członkowie z rodziny Leszczyńskich działali w strukturach Narodowych Sił Zbrojnych. Tak samo czynił i mąż Stanisławy, dzięki czemu cała rodzina została aresztowana w nocy z 19 na 20 lutego 1943 roku. Wszyscy domyślali się, że aresztowanie to było skutkiem denuncjacji. Stanisława wraz z córką zostały osadzone w łódzkim więzieniu kobiecym przy ul. Gdańskiej 13, natomiast ojciec z synami w więzieniu przy ul. S. Sterlinga 16. Kobiety zostały wywiezione do KL Auschwitz-Birkenau w połowie kwietnia tego roku. Natomiast mężczyzn wywieziono KL Gross-Rosen.
W KL Birkenau, Stanisława Leszczyńska pracowała jako położna posiadająca numer więzienny 41335. Funkcję tę pełniła aż do momentu wyswobodzenia obozu przez Armię Czerwoną, czyli do dnia 27 stycznia 1945 roku. Na tym stanowisku, sprzeciwiając się wyraźnym rozkazom władz obozowych, przyjęła około 3000 porodów.
Położna pracowała z modlitwą na ustach, zawsze przed odebraniem porodu, klękała i modliła się… może dlatego nie miała żadnego przypadku zakażenia i wszystkie groźne sytuacje kończyły się zawsze szczęśliwie?
Noworodki w większości były skazane na umieranie powolną śmiercią głodową, bo wychudzone matki nie miały mleka.
Ta silna, religijna kobieta, która wbrew wszystkiemu, walczyła o życie kobiet i dzieci, w swoim heroizmie okazała się być skromną, wrażliwą kobietą, która mimo powagi tego co robiła, była pogodna, jej uśmiech i ciepłe słowa dodawały otuchy i siły do walki o przeżycie.
Warunki, panujące w obozie dalekie były od sterylności. Brakowało wody, brud, wszy, szczury, i sąsiedztwo ciężko chorych na czerwonkę, dur brzuszny i tyfus… dzieci nie otrzymywały żadnych przydziałów żywnościowych ani nawet kropli mleka. Umierały powolną śmiercią głodową. Towarzyszyła im wielka miłość i bezsilność matek.
W obozie istniał rozkaz, aby noworodki wrzucać do kubłów z fekaliami lub bezpośrednio do pieca. Należało je likwidować szybko i sprawnie. Położna Stanisława Leszczyńska, powiedziała esesmanowi Mengele z wielką odwagą : „Nie, nigdy nie wolno zabijać dzieci”!
– „Nigdy nie wykonam rozkazu uśmiercania dzieci; dla maleńkich niewiniątek nie będę Herodem”.
W Oświęcimiu śmierć codziennie zaglądała w oczy zarówno starszym, jak i tym, co dopiero zobaczyli ten świat. Mimo to matki śpiewały swoim maleństwom kołysanki. Z baraku nie można było wychodzić, nawet by wyprać pieluszki.
W raporcie czytamy; “Wyprane pieluszki położnice suszyły na własnych plecach lub udach, rozwieszanie ich bowiem w widocznych miejscach było zabronione i mogło być karane śmiercią”.
Do maja 1943 roku wszystkie urodzone dzieci były topione przez dwie Niemki kapo, wyrzucane na pożarcie szczurom, jedna z nich do obozu trafiła za dzieciobójstwo."
Stanisława Leszczyńska, potrafiła zupełnie bezinteresownie pomagać ludziom, potrafiła sprzeciwić się innym, narażając własne życie.
W dzisiejszych czasach, brakuje takich jak ona.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz